Mazurski rejs
 
Gdzieś w szuwarach zbłądził wiatr
Ciszę niesie noc
Nad plażami goni nas
Czyjś zbłąkany głos
Nad brzegami ognisk blask
W wodzie nocą lśni
Tak zaczyna się ten czas
Wakacyjnych dni
 
Ref. Nie zabieraj z sobą nic, 
        Nawet snów - na cóż bagaż ten
        Ruszaj z nami skoro świt
        Ruszaj tam - na mazurski rejs
        Jak powracających fal
        Cieniem Ty będziesz wracał wciąż
        Wracał, żeby jeszcze raz ruszyć z nią
 
Babie lato rozwiał wiatr
W zamyślony las
Pajęczyną ciepłych dni
Oplótł sierpień nas
Miną dni, miesiące dwa
Zlecą jak we śnie
Popiół z ognisk rozwiał wiatr
Opustoszał brzeg
 
Pozostanie wspomnień garść
I smak Twoich łez
Znów za rok popłynąć chce
Na mazurski rejs
Szlakiem pustych, dzikich plaż
Płynie moja łódź
Tutaj każda letnia noc
Ma smak Twoich ust
 

Tawerna 'Pod pijaną zgrają' 

Kiedy niebo ku morzu pochyla się z płaczem
Licho sosny garbate do reszty wykrzywia
Brzegiem nocy wędrują bezdomni tułacze
I nikt nie wie skąd idą, jaki wiatr ich przywiał

Do tawerny "Pod Pijaną Zgrają"
Do tańczących, rozhukanych ścian
I do dziewczyn, które serca za złamany grosz oddają
Nie pytając, czyś ty kiep, czy drań

Kiedy wiatry noc chmurną przegonią za wodę
Kiedy słońce pół nieba, pół morza rozpali
Opuszczają wędrowcy uśpioną gospodę
Z pierwszą bryzą znikają w pomarszczonej dali

A w tawernie Pod Pijaną Zgrają"
Spływa smutek z okopconych ścian
A dziewczyny z półgrosików amulety układają
Na tęsknotę, na kochanie, na żal.

Kiedy chandra jesienna jak mgła cię otoczy
Kiedy wszystko postawisz na kartę przegraną
Zamiast siedzieć bezczynnie i płakać lub psioczyć
Weź węzełek na plecy, ruszaj w świat, w nieznane. 
Do tawerny "Pod Pijaną Zgrają"
Do tańczących, rozhukanych ścian
I do dziewczyn, które serca za złamany grosz oddają
Nie pytając, czyś ty kiep, czy drań


Pytanie
  
 O czym marzyłeś druhu młody
depcząc stopami granie Tatr?
Jakie marzenia i przygody
wyśpiewał Ci tatrzański wiatr?
Jak piłeś radość kroplą rosy?
Jak ogarniałeś sercem świat?
Jak na przyszłe swoje losy
rzuciłeś czynów trwały ślad?
 
Ref: Gdzie jesteście: Rudy, Alku, Zośko?
        Gdzie jesteście? Gdzie Twe dzieci, Polsko?
 
O czym marzyłeś druhu młody
gdy z nagła pękł Twój marzeń świat?
Jakie tęsknoty w chwili trwogi
rozwiał okrutny dziejów wiatr?
Jak wybierałeś w toni wojny?
Jak uciekałeś od swych snów?
Jak stało się, że tak spokojny
odszedłeś, aby wrócić znów?
 
O czym dziś myślisz, druhu młody,
stojąc gdzie krzyży biały ślad?
O czym dziś myślisz i co chciałbyś
zachować w sercu z tamtych lat?
Jak to się dzieje, że pamiętasz?
Jak to się dzieje, że ich znasz?
A może Tobie o nich śpiewa
odwieczne pieśni echo Tatr?  


Ogniobranie
 
Tam czas nie jest tylko czekaniem
A godziny jak paciorki barwne
Godziny urodzajne
Przesuwają się brane zachłannie
Czemuś taki zamyślony
W co tak mocno zapatrzony
Czy ci ktoś powiedział przykre słowo
Czy ci błędów twoich nie darował
 
 
Ref. Trzeba tylko znać drogę
        Trzeba tylko chcieć tam dojść
        Do tego miejsca ogniobrania
        Do miejsca chciwego czerpania
        I uważnie się rozglądać
        By nikt nie czekał daremnie
        I nie omijać tchórzliwie tego
        Co twoim udziałem
        I cierpliwie szukać światła
        Nawet gdy najstraszniej i najciemniej
        I wierzyć w sprawy wielkie
       Choć cię zmęczą nieważne i małe
 
Nawet nie wiesz, że jest takie miejsce
To miejsce ogniobrania
Trafisz tam o każdej porze
Tylko przed nim się nie wzbraniaj
Tam się bierze pełnymi garściami
Wesoły płomień i taniec
I radość, radość bez granic
Radość jaj świtanie
 
 
A gdyś biegiem zwykłych spraw znużony
Gdy się wiara w ich sens zachwieje
Tam na jasnej znajdziesz polanie
Zielony dzbanuszek nadziei
Tam jak krągłe, dojrzałe owoce
Dźwięki się nagle roztoczą
Temu dadzą radości miarę
Tego zasmucą, tego zauroczą
  
 
Po sezonie 

1. Złotym kobiercem wymoszczone góry 
Jesień w doliny przyszła dziś nad ranem 
Buki czerwienią zabarwiły chmury 
Z latem się złotym właśnie pożegnałem 

REF. 
We wtorek w schronisku po sezonie 
W doliny wczoraj zszedł ostatni gość 
Za oknem plucha a kubek parzy dłonie 
I tej herbaty i tych gór mam dość 

2. Szaruga niebo powoli zasnuwa
Wiatr już gałęzie pootrząsał z liści
Pod wiatr pod górę znowu sam zasuwam
Może w schronisku spotkam kogoś z bliskich

3. Ludzie tak wiele spraw muszą załatwić
A czas sobie wolno płynie panta rhei
Do siebie tylko już nie umiem trafić
Kochać to więcej siebie dać czy mniej  


Przez zamiecie i burze 

1. Przez zamiecie i burze 
Przejdę w szarym mundurze 
Tylko stopień się zmieni i sznur 
Na rękawie zagości 
Kilka nowych sprawności 
A w podeszwach przybędzie nam dziur 

2. Czas podkładkę położy
Złote liście pomnoży
Zżółkną w naszej kronice
Śnieżnobiałe stronice
Fotografie wyłuska ktoś z ram

3. Popiół z ognisk rozwieje
Wtórujący w piosence nam wiatr
Plam na mapie zabraknie
Barwa chusty wyblaknie

4. Za lat pięć albo dziesięć
Bądź za trzydziestolecie
Za ćwierć wieku a może za pół
Posiekany przez deszcze
Ciągle trwać będzie jeszcze
Nasz proporzec odwieczny nasz druh